drukuj

Dziś obchodzimy Dzień Grzeczności za Kierownicą

Dziś obchodzimy Dzień Grzeczności za Kierownicą

fot. sxc.hu/krilm

Dzień Grzeczności za Kierownicą wymyślili Francuzi. Do nas jeszcze nie dotarły ani jego obchody, ani sama grzeczność.

We francuskich obchodach czynnie uczestniczą znani kierowcy rajdowi, najprzeróżniejsze stowarzyszenia automobilistów, samorządy miejskie i ośrodki szkolące kierowców. Wszem i wobec rozdawane są broszury uczące prawidłowego zachowania na drogach. A jak jest u nas?

Grzeczność nie jest nauką ani łatwą ani małą
. Chociaż słowa wieszcza są ponadczasowe, czasami traktujemy je zbyt abstrakcyjnie. Przyglądamy się, kiwamy głową, potakujemy nawet. Ot, hasło mądre, ale kto by się nad nim głębiej zastanawiał. Przecież grzecznością daleko się nie zajedzie. Grzecznością za kierownicą szczególnie.

Ten szalony pieszy, który usiłuje przedostać się przez jezdnię może sobie trochę poczekać. To co, że sznurek cały jedzie. Na drodze JA jestem panem. Pieszy jak chce, niech sobie przefrunie. Mogę mu jeszcze palucha pokazać. Wyciągniętego oczywiście! Mówicie, że kiedy z auta wysiadam, staję się takim samym pieszym? To co? Będę się wtedy martwił. Kierowcy zresztą to tacy chamscy są, że słów brak. Nikogo nie przepuszczą.

Sytuacja oczywiście trochę przerysowana, bo Kierowca Wyrozumiały dla pieszych to coraz popularniejszy gatunek. Gorzej z wyobraźnią. Ta najczęściej wyłącza się w korku drogowym. Większość tych za kółkiem za wszelką cenę MUSI przesunąć się centymetr do przodu nawet wtedy, gdy swoim manewrem zablokuje wyjazd z drogi podporządkowanej. A może właśnie dlatego podjeżdżają? Skoro ONI stoją na głównej, to ten z bocznej nie może być od nich lepszy! Zresztą jak już wjedzie w kolejkę, to wydłuży się ona jak nic. O jakimś ruchu naprzemiennym to nawet myśleć nie można. Jeżeli kogoś wpuścisz, to cię jeszcze otrąbią. Ciekawe, że na zachód od naszej granicy kierowcy reagują dokładnie odwrotnie.

Gwałtowne przyspieszanie w czasie, kiedy inny kierowca próbuje nas wyprzedzić, nagminne nie używanie kierunkowskazów, blokowanie ruchu ciągłą jazdą lewym pasem - to tylko kilka grzechów przeciwko zwykłej ludzkiej grzeczności za kierownicą. Nie mówiąc o tym, że Kodeksowi Drogowemu także się takie postępowanie nie podoba.

A może by tak choć tego jednego dnia nie nadużywać klaksonów, okazać odrobinę cierpliwości dla pieszego wahającego się, czy wejść na jezdnię, zaprzestać gwałtownej gestykulacji za kierownicą, okazać nieco wyrozumiałości pojazdom opatrzonym literką „L" i... po prostu uśmiechnąć się do świata?

Tym nadmiernie spiętym proponuję chrupanie marchewki, bo dzisiaj także Dzień Marchewki świętujemy.

Bądźmy dla siebie grzeczniejsi. Nie tylko za kierownicą. Nie tylko „z okazji".

Zdjęcia

  • Dziś obchodzimy Dzień Grzeczności za Kierownicą
Programowa optymistka. Genealog amator hołdujący norwidowskiej zasadzie "Żeby mierzyć drogę przyszłą, trzeba wiedzieć, skąd się wyszło". Włóczykij z urodzenia.
Magmag
Autor:Magmag

Zaloguj się lub utwórz konto, by oceniać

Komentarze
gonia
gonia czw., 2011-04-07 10:54

Po licznych komentarzach widać,

że wszyscy kierowcy są grzeczni, uprzejmi, przepuszczający pieszych, umożliwiający innym włączenie się do ruchu. Podobnie jak wszyscy właściciele psów sprzątają po swoich pupilach, jak palacze, którzy żadnego niedopałka nie rzucą na ulicę...:-)

gonia
Jurek
Jurek pt., 2011-04-08 10:15

Mój przypadek.

To nie był Dzień Grzeczności, To była piękna, lipcowa niedziela przed paroma laty. Jechałem ul. Kartuską w Gdańsku, ciesząc się pierwszym dniem urlopu a tu raptem ...bum. Fabia wyjeżdżająca z podporządkowanej, uderzyła w moje tylne nadkole. Zjechaliśmy na pobocze, wysiedliśmy i zamiast "jak jeżdzisz baranie" było "dzień dobry", przedstawienie się i oględziny efektów stłuczki. Fabia straciła kierunkowskaz a mój "peżocik" wgniecione nadkole i pogięty kołpak. Kierowca fabii nie kwestionował swojej winy, zastanawialiśmy się co dalej, kiedy zjawiła się policja. Kierowca fabii, niestety, dostał mandat, policja spisała protokół z tego zdarzenia, pożyczliśmy sobie wszyscy "miłego dnia" i każdy odjechał w swoją stronę. Bez nerwówki, bez skakania sobie do oczu. Okazuje się, że tak też można.