Dzień Edukacji Narodowej: jak to jest być nauczycielem?
Czym była Komisja Edukacji Narodowej? Była to "...pierwsza na ziemiach polskich i w Europie centralna świecka władza oświatowa, założona w 1773 roku, podporządkowana organom państwowym, odpowiedzialna jedynie przed Sejmem, dysponująca funduszami na utrzymanie szkół...
...K.E.N. Położyła nacisk na dostarczanie młodzieży w toku nauczania wszystkich przedmiotów szkolnych jak najszerszego zasobu wiadomości o Polsce, celem tego było wychowanie obywatelsko-patriotyczne, przygotowujące młodzież do przyszłej pracy dla dobra kraju...
...Wyprzedziła swą reformą o całe lata szkolnictwo krajów zachodniej Europy... działała do 1794 r."
(Encyklopedia PWN Warszawa 1974 r.)
W mojej rodzinie było wielu nauczycieli: moja ukochana Mama, ciocia, wujek. Ja także postanowiłam nauczać w szkole, jednak w zawodzie wytrzymałam zaledwie 7 lat.
Dlatego można powiedzieć, że „od podszewki" znam plusy i minusy tego zawodu.
Mały wymiar czasu pracy to złuda, bo praca nauczyciela to nie tylko lekcje w szkole, to także przygotowanie się do nich,, sprawdzanie zadań domowych i klasówek, udział w zebraniach rodzicielskich i radach pedagogicznych trwających często do późnych godzin, uczestniczenie w życiu społecznym szkoły, a czasami wizyty w domach uczniów.
Na dodatek lekcje powinny być prowadzone tak, by uczniowie się nie nudzili, by rozbudzić ich ciekawość, a co za tym idzie - sprowokować do pogłębienia wiedzy o tym, czego dowiedzieli się podczas zajęć.
Muszę przyznać, że miałam szczęście do dobrych pedagogów. W szkole podstawowej chodziłam na SKS, chór, kółko fotograficzne i należałam do harcerstwa. Świetlicę prowadziła pani Ratajczakowa (niestety, imienia nie pamiętam), z którą przygotowywaliśmy przedstawienia kukiełkowe dla koleżanek i kolegów z klas I-IV. Sami tworzyliśmy kukiełki i scenografie.
W szkole średniej moim wychowawcą był Witold Karpyza, o którym nie tylko ja mówię, że był to cudowny człowiek, wspaniały wychowawca i pedagog, harcerz, historyk, a także matematyk, że hej. Na jego lekcjach zadania były wytłumaczone tak, że nawet ten co uważał siebie za humanistę, potrafił je samodzielnie rozwiązać.
A tak naprawdę moim wzorem była moja Mama. To Ona (gdy już pracowałam w szkole) tłumaczyła: „Pamiętaj, ze zadaniem nauczyciela jest nauczyć, a nie stawiać w kącie czy wyrzucać za drzwi. Trzeba być cierpliwym, pozwolić uczniom wykazać się umiejętnościami, od czasu do czasu zachęcić pochwałą.."
Gdy rodzice przyjechali do Gorzowa Mama moja uczyła w klasach młodszych, a oprócz tego prowadziła „roboty ręczne" - przedmiot odpowiadający dzisiejszej pracy-technice. Zawsze miała dodatkową książkę, kartki od zeszytu (by „zapominalski" miał na czym pisać zadania) nożyczki, igłę bądź kawałek materiału. Uważała, że za nieprzygotowane do lekcji dziecko odpowiadają także jego rodzice, a rodzicom dwójki nie postawi, więc dlaczego konsekwencje ma ponosić maluch?
Tak było w latach 1946-1962.. W czasie okupacji Mama prowadziła tajne nauczanie. Mieszkała wówczas w Wołkowysku (obecna Białoruś) i tam miała malutki sklepik. Lekcje odbywały się indywidualnie bądź w 2-3 osobowych grupkach na zapleczu sklepowym. Gdy do sklepu wchodził „obcy', Mama zwracała się do ucznia, by jej podał coś z górnej półki bądź pozamiatał lub wyniósł śmieci. Delikwent wychodził, a lekcja toczyła się dalej. Czasem chodziła do ucznia, jeżeli on nie mógł przyjść, bo w tym czasie musiał zostać z młodszym rodzeństwem.
Za tajne nauczanie Mama w roku 1989 dostała odznaczenie.
Teraz gdy do szkoły chodzi mój wnuk, życzę mu pedagogów i nauczycieli, którzy wykonują swój zawód z powołania. Natomiast wszystkim pracownikom oświaty składam wyrazy podziękowania za trud włożony w naukę i wychowanie dzieci i młodzieży. Wiem, że największą nagrodą za to, co robią, jest uśmiech dzieci i sukcesy tych, których kiedyś tam los postawił na ich zawodowym szlaku. A zatem życzę Im samych uśmiechniętych twarzy wokół i ludzi sukcesu, będących wcześniej Ich wychowankami.



































Kontakt:
Dziękuję
Dziękuję bardzo za miłe słowa. Jestem nauczycielką ponad 25 lat. Pozdrawiam.
Baaardzo ładnie napisane,
Baaardzo ładnie napisane, bardzo! :))
A fotografie rewelacyjne! :))
Odnośnie zawodu nauczyciela - no nie jest to chyba całkiem łatwy chleb, zwłaszcza w nauczaniu tej nieco starszej młodzieży. Odnosi się wrażenie, że młodzi nie szanują nauczycieli, robią co chcą, a nauczyciele są bezradni, bo gdy tylko choćby głos podniosą, rodzice wszczynają alarm, że jak to się krzywdzi ich dzieci. Tyle wniosków z telewizji, na żywo za parę lat się przekonam, jak to jest. Ale przerażenie ogarnia, jak się widzi, co młodzież wyczynia z niektórymi belframi.
Młodzi (nie generalizując) nie mają szacunku dla nikogo.
Brak im autorytetów i pozytywnych wzorców. Często nastawienie do nauczyciela kształtują prowadzone przy dziecku rozmowy rodziców typu: "a co ona tam wie" "uwzięła się i tyle". A to, że dziecko źle zachowuje się na lekcjach i przeszkadza często jest uważane za nieistotne.
ela ...
Twoja mama mnie uczyła , była wspaniała nauczycielką , wszyscy lubiliśmy ją bardzo . Poznaję ją na zdjęciach , super artykuł .