Dlaczego strychu nie udało się uratować?
- Była noc z soboty na niedzielę, koło 1.00. Oglądałem film i nagle zniknął mi obraz z ekranu. Usłyszałem też hałasy dochodzące ze strychu –mówi Jerzy Parys. Mieszka w domku jednorodzinnym przy ul. Inowrocławskiej. To droga na Zawarciu. By tam dojechać, z ulicy Kobylogórskiej trzeba skręcić w Międzychodzką, Wągrowiecką lub Gnieźnieńską i udać się którąś z nich do ich końca. Gdy gorzowianin zorientował się, że dobiegające go hałasy oraz brak obrazu w telewizorze to wynik pożaru strychu, sięgnął po telefon, by wezwać strażaków. – Stacjonarny już nie działał, bo spalił się kabel. Dzwoniliśmy z komórek. Udało się dodzwonić dopiero po kilku minutach – opowiada. Na przyjazd strażaków przyszło mu czekać około 20 minutach. – Dlaczego tak długo? Przecież jednostka przy ul. Strażackiej jest bardzo blisko! – pyta J. Parys. Gdy jego żona, pani Bożena, usłyszała nadjeżdżający wóz strażacki, pobiegła na róg pobliskiej Wągrowieckiej. Dostrzegła, że strażacy, owszem, jadą, ale nie w kierunku palącego się domu jej rodziny! – Ogień widać w całej dzielnicy, a oni go nie dostrzegli? – zastanawiają się Parysowie.
Kiedy udało się im już dojechać i zaczęli gasić poddasze, zużyli całą wodę, jaką przywieźli ze sobą. – Strażacy postanowili więc podłączyć węże do hydrantów – mówi J. Parys. Nie mieli daleko, wczoraj to sprawdziliśmy. Jeden znajduje się ok. 20, a drugi 30 metrów od domu. Gdy podłączyli węże, okazało się, że nie mogą zaczerpnąć wody. – Musieli zadzwonić po kolejny wóz – relacjonują nam pogorzelcy. Zanim zdążył przyjechać, ogień strawił wszystko, co było na strychu. Do dziś nie wiedzą, co było przyczyną pożaru. – Straty to kilkadziesiąt tysięcy złotych. Byłyby dużo mniejsze, gdyby pożar udało się ugasić szybciej – mówi Jerzy Parys. Jego twarz pełna jest bólu. Nie dość, że stracił część majątku, to jeszcze, gdy otwierał drzwi na strych, podmuch ognia spowodował na jego twarzy i głowie oparzenia.
Ze sprawą nieczynnych hydrantów zwróciliśmy się do Przedsiębiorstwa Wodociągów i Kanalizacji. Ta firma odpowiada za ich utrzymanie i sprawność. – Jeśli mieszkańcy okolicznych domów mają wodę, to i w hydrantach być powinna. To przecież ta sama rura – usłyszeliśmy od Zenona Kaczmarka, zastępcy dyrektora ds. technicznych. Tuż po naszej interwencji wysłał jednak pracowników, by sprawdzić, dlaczego hydranty były suche. – W promieniu 100 metrów od domu przy Inowrocławskiej są cztery i każdy jest sprawny. Strażacy nie mogli zaczerpnąć z nich wody, bo najwidoczniej nie potrafili odkręcić zasuwy – odpowiedział po godzinie Karczmarek. O wyjaśnienie poprosiliśmy też rzecznika prasowego miejskiej komendy straży pożarnej Grzegorza Rojka. – Sprawdzamy przebieg akcji. Nie jesteśmy w stanie, tak jak wodociągi, zrobić tego w godzinę – odpowiedział.


























Kontakt:
20 minut ze Strażackiej na Inowrocławską?
A mówi się, że jednostka ze Strażackiej będzie przeniesiona na ul. Dąbrowskiego...
Jak długo wówczas mieszkańcy tamtej strony Warty będą czekać na przyjazd straży?
goniu...
a jak się wyniosą na peryferia na Walczaka? co wtedy będzie? przyjadą aby przejrzeć zgliszcza?
Ci z Dąbrowskiego przenoszą się na Walczaka,
@Picia:a ci ze Strażackiej mają trafić na Dąbrowskiego. Może na Strażacką trafi zastęp OSP?