Czy kolory potrafią wywoływać wspomnienia? - o ciepłej, jesiennej melancholii słów kilka
Zastanawiam się, ile w tych wycieczkach w przeszłość jest teraźniejszości. Wystarczy się nieco zastanowić i jak dwa razy dwa wychodzi, że za wszelkie reminiscencje odpowiedzialne są bieżące wydarzenia.
Ot, chociażby zwykły jesienny spacer po parku. Dookoła masa kolorowych liści. Spadają na potęgę. Aż proszą się, żeby je podnieść. Schylam buntujący się kręgosłup, a w głowie - niczym nagła idea uderzająca w ciemię Pomysłowego Dobromira – pojawia się obraz parkowej alejki sprzed lat
To jedna z wielu dość stromych dróżek w Parku Słowiańskim (świetnie się nimi zbiegało w kierunku dużej polany). Środkiem pędzi dwójka rozradowanych dzieciaków. Szurając nogami po grubej warstwie opadłych liści, bawią się w „szelestanie''. Młodsze z nich to dziewczynka, która nagle, nie wiedzieć czemu, znika w kolorowej, szeleszczącej stercie. - Wykiciłam się –słychać roześmiany głosik gdzieś z wnętrza ruszającego się pagórka. Brat dzielnie pomaga jej wydostać się na powierzchnię. Razem wyszukują w barwnej hałdzie najpiękniejsze okazy. Będą je później układać pomiędzy kartkami opasłego tomiska, a w długie zimowe wieczory wyciągać i podziwiać pod światło delikatny rysunek liściowego unerwienia.
Uśmiecham się do wspomnień i przysiadam na ławeczce. Pamiętacie jesienne tworzenie ludziko-zwierzaków? Miały fantastyczne kształty. Nóżki z zapałek, brzuszki z kasztanów, a główkę – koniecznie żołędziową, bo od razu miała berecik (i to z antenką). Tym dziwnym stworkom towarzyszyły księżniczki z kawałka pora – z długaśnymi, białymi włosami albo szyszkowi rycerze. Przysadziści, szerokobiodrzaści (niczym poznana później Jagienka z Krzyżaków) albo wprost przeciwnie – smukli i wyniośli, koniecznie uzbrojeni w długie piki z sosnowych igieł.
Przymykam na chwilę oczy. Z zakamarków pamięci wyłaniają się cudne korale z nanizanych na nitkę jarzębinowych kulek. Robiłam ich całe sznury, a potem pięknie dekorowały mój pokój.
Nawet deszcz nie był nudny. Oglądanie nieostrego świata zza wyraźnie rozmytej szyby miało w sobie coś z impresjonizmu. A brodzenie po kałużach... do szczęścia potrzebne były tylko kolorowe kalosze. Andersenowskie kalosze szczęścia...
Lubię te jesienne wspomnienia. Nadal zbieram kasztany i żołędzie, tylko już nie robię z nich ludzików. Kolorowe liście w wazonie, szum deszczu uderzającego o parapet, przymglony księżyc, hen wysoko... wszystko to jakieś eteryczne się stało.
Ciekawe, dlaczego teraz coraz częściej słyszy się o jesiennej depresji. Czyżby kiedyś jej nie było? A może po prostu za mało w nas dziecka?



























Kontakt:
Miłe wspomnienia.
Jakże miłe są te Pani wspomnienia wesołej, kolorowej jesieni. Szkoda, że jesień życia nie jest taka kolorowa. Pozdrawiam.
I ten zapach - wspomnienia
I ten zapach - wspomnienia zapachowe są najtrwalsze. Gdy poczuję zapach jesiennych, wilgotnych liści przypomina mi się dzieciństwo. Tak beztroskie (?) jak to opisałaś. Piękny felieton (jak zawsze). Łza mi się w oku zakręciła.
Ladnie
Ladnie pani napisala
Choć słota za oknem a i deszcz często pada
to jednak jesień za najpiękniejszą, obok wiosny, porę roku uważam.
to ja dorzucę ostatnio
to ja dorzucę ostatnio znalezione w sieci zdjęcie: http://www.7rano.com/ktoredy-na-jesien/
... "Czas omija miejsca,
... "Czas omija miejsca, które wspominamy."
(Stanisława Fleszarowa-Muskat)
Naczelnemu ge_M podoba się
Naczelnemu ge_M podoba się pani artykuł.*To napisałem ja Naczelny_geM
Pięknie :)))))))))Ja lubię
Pięknie :)))))))))Ja lubię jesień. Lubię sobie pobruzdać w liściach na ziemi. Lubię jak szeleszczą i zostało mi jedno z dzieciństwa. Zbieram liście, kasztany i zołędzie i robię kompozycję na stół w jadalni.
Kolory, zapach i smak z
Kolory, zapach i smak z dzieciństwa pozostaje w nas do końca życia ale myślę, że jest zniekształcony przez upływający czas.
Ładny wspomnieniowy artykuł.
Lubię jesień!
Jesień ta bezdeszczowa i kolorowa jest piękna.W strugach deszczu nie wygląda na piękną i wtedy przychodzi do mnie melancholia, która zjawia się z pierwszym deszczem.Jestem w takie dni zamyślona i nostalgiczna. Mąż twierdzi w takie moje dni , że mam "niebową szaro-mglistą melancholię" -:)
Piękny, osobisty felieton pani Magmag.
Pozdrawiam ciepło
Najpiękniejsze lata były
Najpiękniejsze lata były kiedy byliśmy dziećmi. O nic nie martwiliśmy się, cieszyliśmy się każdą chwilą, nie patrzyliśmy czy wdepniemy w kałużę, ja lubiłam tarzać się w liściach i robić orła ręcami i nogami. Szkoda, że nie można cofnąć się w czasie.
Jak zawsze przyjemnie się
Jak zawsze przyjemnie się czyta tego typu teksty
Pozdrawiam
Świetnie. Ludziki jeszcze do
Świetnie. Ludziki jeszcze do niedawna robiłem z młodszą siostra. Za rok albo dwa będę tworzył je z synem :P
Fajne, ciepłe wspomnienia...
Fajne, ciepłe wspomnienia... ech... :)) Mnie przywołują wspomnienia zapachy, zapach wilgotnej ziemi i liści, szelest liści pod nogami, zapach ciepłej jesieni - to często kojarzy mi się z czasem tworzenia ludzików i jarzębinowych koralików. :))
Odnośnie kolorów - wczoraj wracałam z Witnicy i po drodze miałam okazję zachwycić się przepiękną kolorową jesienią - jakież kolory na drzewach! Od zielonych jeszcze, poprzez żółtawe, rudawe, brązowe, aż po głęboką czerwień. Piękna, polska jesień :))
PS. Świetna fotka! :))
Wolę nie pamiętać o
Wolę nie pamiętać o dzieciństwie, które było dla mnie bezbarwną, bezuczuciową masą i koszmarem