Co dała mi pielgrzymka? Wiarę w drugiego człowieka
Nie musiałam martwić się o wolne, część swojego urlopu przeznaczyłam na ten cel, więc najważniejszy problem z głowy. Mieliśmy pójść w czwórkę, całą rodziną, ale życie pisze swoje scenariusze i poszłam tylko z synem i córką.
Co spakować, co będzie potrzebne, a co tylko może się przydać. Dlaczego nikt nie napisał poradnika dla początkującego pielgrzyma? Jak się spakować, by wszystko było pod ręką? Przecież pakuję siebie i córkę, syn idzie na nocleg z mężczyznami, więc musi mieć osobną torbę ze wszystkimi potrzebnymi rzeczami. Powoli dopadały mnie pytania w stylu: ,,jak to będzie'', ,,czy dam radę'', ,,ile dojdę''...
Dzień wyjścia nadszedł szybciej, niż mi się wydawało. Nie było już czasu na pytania, trzeba było iść. Już po pierwszym dniu wiedziałam, co mi się przyda w podręcznym plecaku, a co mogę trzymać w walizce. Podstawą była woda i coś słodkiego, landrynki, wafelek, cokolwiek, co można szybko wrzucić na postoju. Nie zdążyłam się chyba tak bardzo zmęczyć, a tu już Skwierzyna. Zmęczenie przyszło potem, w kolejnych dniach. Różne tempo, zmienne nawierzchnie dawały wycisk, ale przecież trzeba iść albo się poddać. Miejsce w aucie jest dla tych, co nie mogą iść, ale nie po to się idzie, by jechać... Zresztą sama wiem, jak czuje się człowiek, który musi podjechać - w moim przypadku z racji wykonywanej funkcji służby medycznej.
Kolejne kilometry pozostawały w tyle, mijaliśmy wioski, miasteczka, miasta, witaliśmy ludzi, którzy czekali na nas... Atmosfera nie do opisania, nie ma takich słów, które oddadzą klimat, jaki nam towarzyszył.
W czasach, kiedy liczy się tylko pogoń za lepszym jutrem, kiedy każdy myśli tylko o własnym szczęściu, spotkałam się z braterską miłością człowieka do człowieka. I nie chodzi tu tylko o słowa ,,bracie'', ,,siostro'', których używaliśmy, zwracając się do siebie, ale o postawę tych ludzi. Nikt nie pchał się, bo chciał być pierwszy, nikt nie wyszukiwał rewelacyjnych miejsc do odpoczynku tylko dla siebie, każdy dzielił się tym, co miał. Wzajemna pomoc, dłoń wyciągnięta podczas wstawania, woda podana dalej, bo komuś się skończyła, kanapka oddana bardziej głodnemu, ciastka podane dalej, by jak najwięcej osób mogło zjeść... Inny świat...
Przeszłam jakiś kawałek naszej Polski. Poznałam te zakątki kraju, które - wydaje mi się - nie są do końca odkryte, a ich piękno warte jest polecenia. To była uczta dla duszy i dla oka, to było to ,,COŚ'', czego chyba najbardziej potrzebowałam.
Co dała mi pielgrzymka? Nie dała mi pęcherzy ani asfaltówki. Nie dała mi sensacji żołądkow - jelitowych ani kontuzji. Może tylko odnowił się uraz nogi sprzed lat, ale ja taternikowy łazik wiem, jak sobie pomóc. Co więc mi dała? Wiarę w drugiego człowieka. Wiarę, że oprócz tych kilku osób, które znam (także MM-kowiczów) i które potrafią zrobić coś bezinteresownie dla drugiego człowieka, są także inni, że jest ich więcej.
Dziękuję tym wszystkim, którzy mnie wspierali, tym co pamiętali o moich urodzinach, tym, którzy byli ze mną cieleśnie i duchowo. Dziękuję tym, co pomogli Grupie Brązowej, sponsorom, darczyńcom. Dziękuję za każdego rodzaju pomoc okazaną mi i mojej grupie.
Już wiem, za rok znów chcę wyruszyć - tym razem w XXX - jubileuszową. Czy mi się uda? Czas pokaże...
Tymczasem zapraszam do obejrzenia kilku zdjęć z pielgrzymkowego szlaku.























































Kontakt:
Hmmm
"kiedy liczy się tylko pogoń za lepszym jutrem, kiedy każdy myśli tylko o własnym szczęściu" - hmmm... no tak...
Czyli gonisz za gorszym jutrem i chcesz aby spotkalo cie nieszczęście?
Panie Romanie...
@Roman:...proszę zauważyć na użyte słowo "tylko". Można a nawet trzeba chcieć lepszego jutra, pragnąć szczęścia dla siebie i bliskich ale czy za wszelką cenę? Po trupach do celu i nie ważne kogo skrzywdzę byle by mi było dobrze-to nie dla mnie. Dlatego wstawiłam słowo "tylko" bo są ludzie la których inny człowiek to tylko zgięte plecy na które można się wdrapać by osiągnąć swój własny szczyt...
Słyszałam opinie, że na
Słyszałam opinie, że na pielgrzymkach ludzie sobie pomagają i są w stosunku do siebie życzliwi. Jestem ciekawa czy po i przed także są czy wynika to z ogólnej atmosfery na pielgrzymce? Pani Anakbee wiem, że głupio pytam,ale jestem dziecinnie ciekawa jak to wygląda na prawdę.
Pani Esstero...
@Esttera:...na pielgrzymce byłam pierwszy raz ale mój syn przez cały rok utrzymywał kontakt z osobami z grupy. Są spotkania, te grupowe i te towarzyskie. Dziś własnie żegnaliśmy br. Tomasza, zebrała się nas spora grupka -wiadomości się rozchodzą po łączach. Powiem od siebie,ze nie ma dnia,żebym nie dostała od kogoś @, smsa, by nie było wpisu na fb czy nk i nie sądzę,żeby to było spowodowane tym,że byłam medyczną. Przez 13 dni poznajemy trochę siebie, zawiązuję się przyjaźnie. Spotkałam ludzi, których znają już miejscowi i do których idą na nocleg jak do swoich domów, to tez coś znaczy. To trochę inny świat, świat bez łazienek , ciepłej wody, bez ekstra smakołyków, bez wygodnego łóżka ...Ale to świat miłości, uśmiechu i pogody ducha...a nie jest łatwo jak ma się w nogach 30km i więcej...a jednak można być człowiekiem mimo zmęczenia...
To znaczy, że są LUDZIE z
@ankabee:To znaczy, że są LUDZIE z secem i prawdziwi. Swietnie ponieważ ja ostatnio tracę wiarę w uczciwość i dobroć ludzi dlatego pani odpowiedź jest jak swiatło w ciemności.
:)))
Proszę nie tracić nadziei...
@Esttera:...nadzieja umiera ostatnia. Życzę Pani by na swojej drodze pani tez spotkała ludzi z sercem na dłoni. Trzeba pamiętać, że dobro powraca .
Bardzo ładne zdjęcia z trasy
Bardzo ładne zdjęcia z trasy ;)))
"Będzie padać " suuper foteczka!
Dziękuję..
@Esttera:...to tylko kilka zdjęć, ciężko wybrać kilka jak ma się kilkaset:)
Hmmmm
Tyle wysiłku aby zyskac wiarę w drugiego człowieka?
Ja wierze w ludzi bez takiego katowania sie marszami.
Musi Pani bardzo nie lubic bliźniego.
:))
@Roman:Dobry żart, Panie Romanie! Pan i wiara w ludzi? Buehehehe... ;))
Rzoczaruję być może Pana...
@Roman:...ale nie poszłam na pielgrzymkę po to by odzyskać wiarę w drugiego człowieka:) I nie katowałam się marszem, katowanie nie ma sensu. Ja po prostu szłam bo czułam potrzebę pójścia. Czy lubię bliźniego? Tak, nawet tego co z podwórka ukradł mi pamiątkową koszulkę z pielgrzymki. Szacun dla złodzieja jeśli będzie miał odwagę przejść się w tej koszulce przez miasto-napis "Jestem oryginał stworzony przez Boga"Ale to na marginesie...Nie liczyłam na tyle miłości i zrozumienia , które mnie spotkało. Może dlatego,że wokół mnie jest wiele osób dla których drugi człowiek to tylko imię i nazwisko , ktoś kto jest potrzebny po coś a nie człowiek, który ma serce i duszę. Trochę długo musiałabym pisać, może kiedyś się osobiście spotkamy to chętnie bym z Panem porozmawiała :)
Hmmmm
@ankabee:To skąd takie stwierdzenie w tytule relacji?
Jezuicka kazuistyka?
Tytuł zmieniła Redakcja...
@Roman:...widocznie stwierdziła,że zabrzmi lepiej...Pozdrawiam
Dzięki za tekst, Ankabe :) Ja
Dzięki za tekst, Ankabe :)
Ja mimo wszystko za leniwa jestem, by tyyyyle kilometrów maszerować, spać w czyichś domach, nieee, to nie dla mnie, za wygodna chyba jednak jestem;).
Wiarę w ludzi powiadasz. No pewnie trochę tak, bo to i współtowarzysze marszu, i ludzie częstujący posiłkami czy oferujący noclegi. Pewnie coś w tym jest.
Ja mimo wszystko jakoś sceptycznie do tematu podchodzę, nie wiem dlaczego, nie pytać ;)).
Ale szczerze podziwiam wszystkich ludzi, którzy taki kawał drogi idą pieszo, czapki z głów.
Fajna fotorelacja :)
Najbardziej mi się podoba fotka "blisko przyrody" - super! :))
Oj tam, oj tam:):):)
@Jamajka:Zaraz,że leniwa, że wygodna:) Powiem szczerze,że gdyby było za wygodnie to by może nie było właśnie tak. Bo w sumie przecież mogliśmy nocować w hotelach, motelach, zajazdach, no nie wiem w czym jeszcze ale czy wtedy odczulibyśmy ten klimat do końca? Może własnie dlatego przestalismy troszczyć się o innych bo jest nam za wygodnie? Może dopiero tak ekstremalne warunki powodują,że najpierw myslimy o tych słabszych a potem o sobie? Były dni,że my , medyczne kończyłyśmy pracę o 23.00 ale nie skarżyłyśmy się bo skoro człowiek potrzebuje pomocy to po to tu jestem-po to by temu drugiemu dać cząstkę siebie.Nie mówię,że było łatwo, bo skłamałabym ale jeśli będę miała możliwość to pójdę za rok , jakieś doświadczenie już mam. To był mój najlepszy urlop-to wiem na pewno.
Jeśli uważasz, że to był Twój
@ankabee:Jeśli uważasz, że to był Twój najlepszy urlop to warto było maszerować :))
Za rok też będę trzymała kciuki i czytała relacje z wygodnego fotela ;))
A młodzież jakoś przeżyła? Czy odcisków się nabawili? ;))
Jesli chodzi o moją osobistą młodzież ...
@Jamajka:...to tak jak ja -zero odcisków, pęcherzy , odbić-dobry trening przed no i sprawdzone buty to podstawa. Ogólnie młodzież ta chodząca co roku to miała mało pęcherzy. Ci co do serca wzięli sobie uwagi "starych" bywalców mieli lżej. Podstawą jest dobre , sprawdzone , wychodzone obuwie.
<>
Ciemnogród.
:)^-^
Jeszcze raz gratuluję, Ania. Nie wiem czy ja bym poszła. Może kiedyś będę czuła taką potrzebę, jak na razie mnie nie ciągnie :) A jak nie czuję potrzeby to pewnie bym spuchła na dziesiątym kilometrze ;D
Oj tam , zaraz spuchła:)
@nicole:Jedno jest pewne ,jeśli się chce i odczuwa potrzebę to i da się radę dojść. Ciekawość, chęć sprawdzenia się, sposób na wakacje-to nie mogą być jedyne motywy by próbować swoich sił. Ale to tylko moje zdanie, mogę się mylić
:)^-^
Może i tak...