drukuj

1 września - pewna ważna data w historii Gorzowa

1939

Zbliża się 72 rocznica wybuchu II wojny światowej. Jako mieszkańcy Gorzowa mamy co do niej dwojaką świadomość i inną historię miasta. Wojna przyniosła naszym dziadkom, pradziadkom wiele cierpień. Ale także pamiętać trzeba, że żołnierze stąd pomaszerowali na wschód...

Jako powstała w 1257 r. militarno-handlowa emporia, Landsberg rzemiosło wojenne miał niejako wpisane w metrykę. Nie ominęła go żadna z toczonych w tej części Europy wojen. Jednak niemal zawsze ich tropy tutaj miały regionalny wydźwięk – Szwedzi w XVII w. byli swego rodzaju wyzwolicielem, a Napoleon pojawił się tu zaś jako okupant. Taka specyfika wymaga więc – szczególnie od edukacyjnej strony – indywidualnego podejścia. Nie inaczej jest z wybuchem II wojny, którego 70. rocznicę obchodzimy właśnie. W naszym mieście historia nie pokrywa się z tą w podręcznikach, miasto sprzed i po 1 września 1939 było nadal tym samym miastem. Oczywiście były to pozory, bo przecież niecały rok wcześniej spłonęła synagoga, a u końca wojny w ruinach pogrążyło się całe Stare Miasto. Jednak kluczowa data najnowszych polskich dziejów w warunkach naszej historii regionalnej to dzień, w którym w Landsbergu zabrakło tylko – lub aż – obsady miejscowego garnizonu.

Wynik pierwszej z wojen przysunął granicę Niemiec z Polską ponownie tuż w okolice miasta. Fakt ten wykorzystano propagandowo, głosząc konieczność jej obrony, do czego potajemnie ćwiczono już od zakończenia Powstania Wielkopolskiego i ustalenia przebiegu granicy. Ujawnienie tych wojennych zabaw przyniosła decyzja kanclerza Rzeszy Adolfa Hitlera o remilitaryzacji Niemiec. „Hańbę" narzuconą pokojem w Wersalu zmyć miały także dzieła „obronne" na pograniczu: w Kostrzynie, Międzyrzeczu, Skwierzynie czy Świebodzinie. Obok sieci koszar powstawać zaczęły także znane instalacje bunkrów. Od 1 września 1935 r. Landsberg po 17-letniej przerwie stał się ponownie garnizonem. Osobista decyzja generała Erwina von Witzleben wyznaczyła na miejsce koszar wzgórze nad miastem, zwane Górą Lugego. Do miasta przybył 50 Regiment Piechoty nowoformowanego Wehrmachtu. Jednostka, która powstała z piechoty Reichswehry i szkoły policyjnej, przejęła tradycje cesarskiego Dolnośląskiego Regimentu Piechoty nr 50 i jego dowódcy Hermanna von Strantza. Od jego nazwiska pochodzi imię zespołu koszarowego, który od strony ul. Orląt Lwowskich do dziś góruje nad miastem. Drugi z batalionów regimentu otrzymał rok później zespół koszarowy przy szosie do Myśliborza, nazwany od militarystycznego pisarza Waltera Flexa. Oba kompleksy zbudowano dla ok. 2000 żołnierzy. Oficerowie znaleźli kwatery w mieście, uczestnicząc w jego życiu społecznym i kulturalnym. Pierwszym szefem został tutaj późniejszy komendant Berlina Paul von Hase – jeden z uczestników spisku zamachowców z 1944 r. w Wilczym Szańcu.

Dość harmonijna współegzystencja dobiegła kresu wraz z końcem sierpnia 1939. Mobilizacja zwielokrotniła obsługę obu batalionów w Landsbergu i trzeciego w Kostrzynie, które w przededniu wybuchu wojny przerzucono nad granicę w okolice Więcborka. O godzinie 4.45 także landsberska jednostka przełamała polskie linie, „rozkaz został wypełniony z radością" - jak pisał dowódca major Karl Kretschmer. Na trasie był Łońsk, Koronowo, Bydgoszcz, Wyszogród i Płock, gdzie landsberskie oddziały stanowiły w połowie września siłę okupacyjną. Nie była to akcja bezkrwawa, szczególnie po dojściu w rejon Bzury. Ranny został major Kretschmer oraz jego adiutant Ulrich de Maiziere – powojenny inspektor generalny Bundeswehry. Tutaj regiment zakończył atak na Polskę z 61 zabitymi, 157 rannymi i 10 zaginionymi. Hucznie witany, po krótkim pobycie w macierzystym garnizonie skierowany został na front zachodni.

Nie sposób dziś w pełni ocenić, ilu landsberczan i na jakich frontach brało udział w tej strasznej wojnie. Nie znamy także zbyt wielu danych o jeńcach polskich, którym przyszło pracować w Landsbergu i okolicach, jako robotnicy przymusowi. Udział miasta w aparacie okupacyjnym był jednak znaczący. Już jesienią 1939 r. gauleiter Artur Greiser chwalił wkład landsberskich jednostek wojskowych, SS i policyjnych, które wsparły okupację Poznania i Wielkopolski. W koszarach formowano w czasie wojny kolejne jednostki, zapełnił się lazaret w Szpitalu Psychiatrycznym, na Cmentarzu Mariackim (Park Kopernika) przybywało grobów żołnierskich.

Do historii koszar należy także pobyt tutaj jako lekarza wojskowego znanego niemieckiego literata Gottfrieda Benna. Stał się on świadkiem dramatycznego końca niemieckiego miasta, także za sprawą ostatniego zwierzchnika garnizonu generała Gerharda Kegelera, który porzucił miasto bez walki. Koszary Strantza stały się wtedy do wiosny 1946 obozem NKWD dla Niemców i innych więźniów. Liczbę niemieckich ofiar radzieckiej okupacji ocenia się na 8.000 osób. Wojenne tropy prowadzą z naszego regionu także do biografii obu katów powstańczej Warszawy. Erich von Bach-Zelewski, urodzony w Lęborku potomek pomorskiej rodziny przed wojną gospodarował w Bogdańcu, a następnie w majątku von Treichelów w Lubnie, gdzie zakładał NSDAP i jednostkę konną SS, za co nagrodzono go wysokimi stanowiskami. Karierę zaś zakończył tutaj Heinz Reinefahrt, urodzony w Gnieźnie generał SS, dowodzący krwawą i bezsensowną obroną twierdzy Kostrzyn.

Warto także zaznaczyć, że datę 1 września jako jeden z filarów polskiej tożsamości należy traktować w Gorzowie zgoła inaczej niż w innych częściach kraju. Nie ma zastosowania tutaj typowa figura "przed 1939", bo miasto po 1 września tego roku nie zmieniło się nic a nic. Zabrakło tylko żołnierzy w koszarach. Jednak nadal zdarzają się - szczególnie w ogólnopolskich miediach - sformułowania wobec naszego regionu: "podczas okupacji" albo zupełnie ahistoryczne mapy pokazujące nas w "zaborze pruskim". Inaczej przebiegała tu historia.
Jednak data wrześniowa dla wszystkich obecnych mieszkańców - w ich prywatnych historiach rodzinnych dziejach, czy też jako data graniczna, po której nastąpiły wysiedlenia, skończyła się niemiecka historia Gorzowa itd. - ma kapitalne znaczenie.

Jakim pięknym akcentem wobec tych wojennych tropów jest więc gorzowsko-landsberski Dzwon Pokoju...

Zdjęcia

  • 1939

Zaloguj się lub utwórz konto, by oceniać

Komentarze
Gorzowiak
Gorzowiak pon., 2011-08-22 15:26

"gorzowsko-landsberski Dzwon

"gorzowsko-landsberski Dzwon Pokoju..."
Ano! Prowda!

Swietnie skrojony arcik. Dla tych ..no wiadomo :D przeciwnych niem. korzeniom!

------------------------------------------------ http://pl-pl.facebook.com/people/Igor-Jankowiak/100001468775117 Szukaj mnie na facebook.com i nie pisz, że jestem Meg!
Roman
Roman pon., 2011-08-22 15:39

To takze historia Miasta....

"Jakim pięknym akcentem wobec tych wojennych tropów jest więc gorzowsko-landsberski Dzwon Pokoju..."
Jak sie do tego ma pamiatkowa tablica wiszaca na budynku UM w Gorzowie?
Głoszaca:

POLAKOM, KU WIECZNEJ PAMIĘCI, W PIERWSZĄ
ROCZNICĘ OSWOBODZENIA GORZOWA
Z POD WIEKOWEGO JARZMA GERMAŃSKIEGO
PRZEZ WOJSKO POLSKIE I ARMIE CZERWONĄ
WMUROWANO TĘ TABLICĘ Z GŁĘBOKA WIARĄ
WIECZNEGO BYTOWANIA POLSKI
NA ZIEMI LUBUSKIEJ
GORZÓW, DNIA 30.I.1946 R.

Chyba czas ja zdemontowac i umiescić w jakims muzeum miejskim?

Koson
Koson pon., 2011-08-22 15:54

Tablica

Kole w oczy i przekłamuje historię!

Danuta32
Danuta32 pon., 2011-08-22 16:08

Nie wiedziałam że miasto

Nie wiedziałam że miasto wojskowe

Mieszkam w Gorzowie piąty rok. Pozdrawiam Danuta
Kasia76
Kasia76 pon., 2011-08-22 16:49

Ciekawy artykuł i ważny.

Ciekawy artykuł i ważny.

Kasia
camp21
camp21 pon., 2011-08-22 16:57

<>

To znaczy że mamy oddawać hołd żołdakom którzy ogniem i mieczem wdrażali hitlerowski ład na polskich ziemiach?
Coś tu chyba nie teges ?
Dla mnie to ci wszyscy którzy wyszli z miasta w hitlerowskich mundurach po pierwszym września mogliby skończyć na Syberii wydobywając węgiel, wycinając tajgę itd.

Delphinenhaus
Delphinenhaus czw., 2011-09-01 17:43

Proszę pokazać palcem

@camp21:

W którym miejscu piszę o "oddawaniu hołdu"? Piszę o nie tak prostej naszej bytności w mieście, które miało do czasu przybycia tu naszych przodków inną historię i to wprost z drugiej strony frontu. Dziś w polskim Gorzowie data 1 września jest tym samym co w Warszawie, Wieluniu, Katowicach. Wtedy 72 lata temu inaczej o tym dniu pisały tutejsze gazety. To skłania do refleksji. Nie prymitywnego języka na poziomie "żołdacy", "skończyli na Syberii". Memento mori homini...

JasioW
JasioW czw., 2011-09-01 19:23

Bardzo ważny artykuł

Bardzo ważny artykuł !
Zakładka historia miasta dzięki panu nie umiera.Za to dziękuję !
==Pozdrawiam